Góry Świętokrzyskie (Nowa Słupia-Bieliny)7 X 2006 r.
Była to pierwsza od dość dawna prowadzona przeze mnie trasa po Górach Świętokrzyskich.
Ale pasowała mi świetnie, bo za Świętym Krzyżem się trochę stęskniłem...
Wyjechaliśmy z Radomia jakoś koło dziewiątej. Dzień zapowiadał się
pogodwo wspaniały, co zdradzało piękne Słońce. Po dziesiątej byliśmy na parkingu w Nowej Słupi,
rzut kamieniem od schroniska PTSM i Pielgrzyma. Ruszyliśmy. Kątem oka spojrzeliśmy na Pielgrzyma czy aby od ostatniego tu pobytu
nie zaszedł za daleko... Nic bardzie mylnego, więc spokojni o losy świata zaczęliśmy piąć
się w górę. Przekroczyliśmy bramkę, kupiliśmy bilety (chyba po 3 zł, uprawniają do wejścia na teren Parku,
do zwiedzania Muzeum Przyrodniczego i do podziwiania okolic z platformy na gołoborzu).
Ku gorze, skalistą drogą, pełną pseudo-turystów prowadził nas szlak niebieski. Wzdłuż drogi, co jakiś czas
napotykaliśmy drewniane krzyże, chyba stacje drogi krzyżowej, jako, że miały wyryte liczby rzymskimi cyframi.
Nie minęło nawet chyba pół godziny jak stanęliśmy na skraju lasu. Przed nami wznosił się
zespół klasztorny.
Przeszliśmy przez bramę naznaczoną herbem i weszliśmy na teren klasztoru.
Obeszliśmy budynek z lewej strony, omijając grupki turystów i zwiedzających i wyszliśmy na plac za budynkiem.
Nie było już tam restaruracji jak za dawnych czasów. Jedynie mały kiosk z pamiątkami czysto odpustowymi prawie że, oraz
fast-food. Nędza. Obok zaś stało kilka bryczek z żądnymi pieniędzy woźnicami. Poszliśmy dalej, czerwonym szlakiem. Prowadził
wzdłuż szosy prowadzącej na Hutę Szklaną. Po prawo była taras widokowy na gołoborzu umiejscowiony. Zeszliśmy metalowymi schodami
lekko w dół, wedle zbocza i obejrzeliśmy wyrywek pięknego krajobrazu tychże okolic i żeśmy wrócili na szlak.
Szliśmy ciągle szosą, lekko meandrującą, aż do parkingu przy Hucie Szklanej. Tu stało kilka autokarów, wiele osobówek i
oczywiście budki czekające na to, że spragnieni "oryginalnych" pamiątek "turyści" zostawią u nich swe pieniądze.
Odsapnęliśmy przy Pomniku Katyńskim i dalej w drogę.
Jeszcze tylko kawałek został nam na tym etapie szosą. Za zakrętem szlak czerwony
schodził drogą między pola, umiejscowione na zboczu Huckiej Góry. Po chwili znów weszliśmy w las, ale teraz
szliśmy przyjemną ścieżką leśną. Była ona pozbawiona jakichkolwiek mocno zauważalnych podejść
czy zejść. Co kilkaset metrów ustawione były ławki i wiaty turystyczne. Odpoczywać można było do woli. Ale po co...
Szlak prowadził w zasadzie granicą lasu, przez kilka najbliższych kilometrów. Wyszliśmy z niego tuż przed Podlesiem.
Przy kapliczce na skrzyżowniu dróg znów stanęliśmy na chwilę. I dalej prosto ponownie szosą. Za chwilę napotkaliśmy kolejne skrzyżowanie,
ubezpieczone w stojące przy nim krzyże. Tu odbiliśmy w lewo, wedle znaków szlaku niebieskiego. Wlekliśmy się tak jeszcze
z dwa i pół kilometra. Po tym odcinku weszliśmy między zabudowania Bielin. Skręciliśmy w lewo
na drodze Nowa Słupia-Górno i mijając z prawej remizę, doszliśmy do zatoczki przy kościele. Tu czekaliśmy już na autokar.
Oto i mapka z przebiegiem trasy (czerwona linia) [tutaj]