Skarżysko-Kamienna-Łyżwy - Wąchock - Starachowice-Lubianka (1 czerwca 2006)
Opis tenże, jest opisem wariantu dziennego tej trasy. Przyszło mi później
wędrować tą trasą na Ogólnopolskim Świętokrzyskim Rajdzie Nocnym. Stąd też pewne uzupełnienia w tekście
się znajdą...
Trasa rozpoczęła się na placu przed cmentarzem w Skarżysku-Kamiennej,
w dzielnicy Łyżwy (końcowy autobusów 1, 19 i 22). Na cmentarzu, w wydzielonej kwaterze, z osobnym ogrodzeniem
znajduje się cmentarz żydowski, z kilkoma zniszczonymi macewami i czymś w rodzaju pomnika. Od cmentarza skierowaliśmy się na wschód
szutrową drogą, między ostatnimi zabudowaniami Skarżyska. Za domami, droga rozdwidlała się (już w lesie).
Tu, przy słupie, skręciliśmy w lewo. Szliśmy nie za szeroką wijącą się między drzewami
drogą, jakieś 400 m. Następnie na skrzyżowaniu przy granicy lasu poszliśmy w prawo, przez polanę ku młodnikowi.
Przeszliśmy przez młodnik, następnie przez właściwy las i wyszliśmy na drogę wylożoną betonowymi płytami. Tutaj w lewo.
Zapach stawał się coraz bardziej uciążliwy, bo zbliżaliśmy się do wysypiska śmieci.
Przed jego bramą odbiliśmy w szeroką drogę w prawo. Z lewej towarzyszył nam teren wysypiska oddzielony rowami.
Droga ta jednakże po niedługim czasie zostawiła z tyłu wysypisko, i łukiem przy dużym rozkopanym terenie doszła do dość znacznego skrzyżowania leśnych dróg.
Skręciliśmy w lewo, na północ. Przekroczyliśmy tory i dalej poszliśmy wzdłuż nich w prawo. Za moment pojawił się szlak zielony.
Dalej szliśmy wedle znaków szlaku, raz to zbliżając raz oddalając od torów.
Przy zakręcie szlaku w prawo, zostawiliśmy znaki i odbiliśmy szeroką drogą w lewo. Droga ta wyprowadziła nas na skraj lasu, na kolejne skrzyżowanie.
Przypilnowaliśmy na oko kierunku północnego, i poszliśmy w lewo. Gdy stanęliśmy prawie na "narożniku" obszaru leśnego, weszliśmy w niego w prawo skos. Szliśmy odtąd lasem
ale blisko jego granicy. W końcu jednak wyszliśmy z lasu i jeszcze kawałek szliśmy jego granicą, aż napotkaliśmy wchodzącą
w las szeroką drogę leśną prowadzącą od Grzybowej Góry. No to w nią, w prawo. Droga była szeroka
i po chwili wykręcała w lewo. A później to szła i szła prosto mniej więcej na południowy-wschód. I tak przez
jakieś 1,5 kilometra. Wtedy też stanęliśmy na skrzyżowaniu dróg leśnych przy słupku działowym. Była tam chyba nr 38, nie pamiętam.
Co by nie było wyryte, odbiliśmy w prawo. Zaraz po lewo wyłonił się jakiś śródleśny zbiornik wodny a pod stopami kilka kroków
dalej pojawił się przepust. Kolejne kilka kroków, i znów wielkie skrzyżowanie. Tu w lewo, nadal szeroką leśną drogą.
Szliśmy nią kawał czasu (nadal na płd.-wsch.). Wyprowadziła nas ona po ok.
3 km z lasu. Stanęliśmy na skrzyżowaniu. Z lewej kilka znaków (w tym "do ujęcia wody"), a przed nami pola z prawej,
z lewej granica lasu. Poszliśmy prosto i zostawiliśmy po chwili za sobą las. Wkroczyliśmy między pierwsze zabudowania
Kobylego (albo też Bugaju...). Przy krzyżu wybraliśmy drogę z lewej. Szliśmy dalej przez tą małą wieś, typową ulicówkę, powoli schodząc w dół.
Droga wreszcie skręciła w prawo i doprowadziła nas do torów. My szybko przez nie, i już byliśmy na stacji PKP
Wąchock. Niestety nieczynna od lat stoi i niszczeje, choć pamiętam jeszcze czasy gdy była czynna.
Od stacji podążyliśmy ulica Kolejową (albo Dworcową) wedle znaków niebieskiego szlaku.
Na głównej ulicy, minąwszy z prawej zagrodzony zespół przemysłowo-parkowy Schoenberga, skręciliśmy w prawo.
Przeszliśmy most na Kamiennej i doszliśmy do Komisariatu. Przed nim jak gdyby nigdy nic siedział Sołtys, rozmawiając przez komórkę
i trzymając koło od wozu. Zostawiliśmy go w tej kamiennej pozie i poszliśmy w lewo, ku zespołowi klasztornemu.
Drogą pod budynkiem bramnym wyszliśmy na plac przed klasztorem. Stąd w prawo, ku rynkowi. Z prawej minęliśmy Dom Kultury -
niegdyś bazę XX Nietypowego Rajdu Mikołajkowego '00. Przy rynku ławeczki, krzaki i przede wszystkim - pomnik mjr. "Ponurego".
Nasza droga wiodła dalej w lewo, ponownie szlakiem niebieskim. Ulicą bodajże Langiewicza, wyszliśmy
z Rynku. Szosa, którą szliśmy wiła się ostro pod górę, między ciasno postawionymi domami. Wyszliśmy na górę wreszcie (stąd przy odpowiednim wzroście można było
obejrzeć panoramę Wąchocka; obejrzałem...) i dalej poszliśmy szosą. Zostawiliśmy szlak niebieski, który z niej uciekł w prawo.
Kolejne domy, między którymi się pojawiliśmy, to zabudowania wsi Rataje. Szosa szła niemiłosiernie prosto i ciągnęła się strasznie...
Po drodze minęliśmy z prawej mały drewniany kościółek św. Zofii. Z lewej natomiast zabudowania (strasznie zarośnięte dookoła) pamiętnego Domu Kultury,
miejsca zakończenia XLVI Świętokrzyskiego Rajdu Nocnego w 2000 r. Coraz bliżej mieliśmy do lasu, więc przyspieszyliśmy.
I oto ona - ściana lasu - przekroczyliśmy sprawnie jej granicę i weszliśmy między minimalną
ilość cienia dające drzewa. Minimalną, bo droga była dość szeroka. Teraz przez najbliższy czas czekało nas deptanie
po najbardziej sławnej kamienistej drodze w Sieradowickim Parku Krajobrazowym.
Zaraz też napotkaliśmy ponownie wracający do nas szlak niebieski. Przydrożny drzewostan nosił znamię wycinki, toteż pilnowaliśmy
się szlaku i drogi.
Dlugo się wleklismy, aż znaki szlaku łaskawie zeszły z tego "bruku" w głęboki, ciemny las...
Teraz szliśmy ścieżką meandrującą między drzewami, po terenie gdzie ostro wycinano drzewa. Co jakiś czas jakieś powalone drzewa albo inne
rzeczy zawalały nam drogę. Ale przedarliśmy się, mimo niepewności co do przebiegu szlaku (mało znaków). W końcu ujrzeliśmy węzeł z czarnym szlakiem.
Dalej podążyliśmy w prawo z obydwoma. Kilka minut i byliśmy już na Polanie Langiewicza, przy miejscu na ognisko.
Spoczęliśmy chwilę na ławeczkach, obejrzeliśmy pomnik poświęcony powstańcom i Langiewiczowi oraz pomnikową sosnę z tabliczką pamiątkową.
No to dalej, dwoma szlakami. Ciągle szliśmy wygodną ścieżką leśną gęstym lasem, to i więcej chłodu było. Ale i na to przyszedł koniec.
Wyszliśmy bowiem na szeroką leśną drogę. Okopana była po bokach, chyba pracowali nad jej utwardzaniem itp. Teraz poszliśmy nią, w lewo.
Po krótkim czasie zakręciła lekko w lewo i pojawił się na jej nawierzchni znajomy poniekąd bruk. I już do końca,
zmagając się z menadrami i zakrętami, tym brukiem doszliśmy na obrzeża Starachowic. W miejsce, gdzie z lewej nad zalewem
umiejscowiony był ośrodek ZHP Starachowice-Lubianka. To koniec.