Łączna - Kamień Michniowski - Suchedniów (12 czerwca 2007)
Pogmatwana trasa w założeniu mająca być obejściem trasy LIII ONRŚ. A wyszło jak wyszło...
Uczestniczyli w tym procederze prócz mnie: Darek M. "Mroziu" i Kaśka R. "Pumba".
Wysiedliśmy na stacji PKP Łączna i udaliśmy się wpierw do sklepu. Stamtąd wróciliśmy na stację,
kladką nad torami przedostaliśmy się na drugą stronę magistrali i za znakami zielonego szlaku, szeroką drogą, doszliśmy do szosy.
Nią - dalej szlakiem - uderzyliśmy na wprost. Po ok. 800 m uznaliśmy, że ta droga nie jest najlepsza i wróciliśmy do miejsca
gdzie weszliśmy na szosę. Jak wróciliśmy to odbiliśmy w prawo szosą (w lewo, patrząc od Łącznej). Teraz przez Zagnańszcze szliśmy.
Na pierwszym skrzyżowaniu skręciliśmy w prawo. Po obu stronach towarzyszyły nam zabudowania wsi. Na zakręcie szosy, zeszliśmy z niej w lewo,
w żwirową drogę przy krzyżu. Zaczęliśmy wychodzić ze wsi. Dotarliśmy do linii kolejowej i przy niej skręciliśmy w prawo. Polną, opadającą w dół drogą, doszliśmy
do przejścia pod torami. Nie szliśmy jednak nim tylko dalej naszą drogą. Tym sposobem po chwili stanęliśmy na szosie przy przejeździe kolejowym
we wsi Podłazie.
Teraz przez wieś w prawo. Po ok. 500 m za mostkiem, natrafiliśmy na drogę w lewo do Krzyżki. Teraz poszliśmy nią, zostawiając tandentny asfalt.
Po około 250 metrach, przy grupce drzewek i rowie z lewej, zeszliśmy i z tej drogi - w zupełnie polną trawiastą, dochodzącą z prawej. Droga ta
prowadziła nas ku widocznym z daleka zarysom lasu. Z prawej mieliśmy zabudowania Podłazia. W końcu doszliśmy do zarośli, przedarliśmy się przez nie na wprost i zaczęliśmy
mokrymi dość drogami zagłębiać się w las. Wszystkie skrzyżowania pokonywaliśmy na wprost, trakt nasz miał jednak tendencje do lekkiego wykręcania w prawo.
W końcu stanęliśmy na skrzyżowaniu przy granicy lasu - tu już odbiliśmy w prawo, wedle skraju lasu - ku zabudowaniom. Przy nich w lewo, dalej polną drogą, która zaczynała odchodzić od ściany lasu.
Szliśmy teraz zboczem, momentami udawało nam się zobazyć Święty Krzyż. Droga ta doprowadziła nas do zgrupowania dwóch gospodarstw przy skrzyżowaniu. Poszliśmy dalej prosto. Teraz
nasza droga zaczęła opadać, nawierzchnia stała się bardziej twarda. Po kilku minutach byliśmy już na szosie Suchedniów - Bodzentyn. Kilka kroków w lewo, na drigą stronę i już jesteśmy pod lasem.
Pojawiły się znaki czarnego szlaku turystycznego więc dalej nim wgłąb zadrzewień.
Kawałek szliśmy prosto, następnie wraz ze znakami czarnymi skręciliśmy w lewo
i zaczęliśmy podchodzić pod Kamień MIchniowski. Drogi często się krzyżowały i meandrowały, jednak w końcu weszliśmy na Kamień. Napotkaliśmy
szlak niebieski i teraz dwoma - osiągnęlismy w końcu zgrupowanie skał na szczycie Kamienia Michniowskiego. Tu spoczęliśmy. Zeszliśmy następnie z Kamienia niebieskim szlakiem, kilka minut później na skrzyżowaniu raczej lekko widocznym
odbiliśmy ze szlaku w prawo. Przedzierając się na chybił-trafił, dotarliśmy do szerokiej drogi leśnej, z której zeszliśmy na szlak konny. Nim poszliśmy w lewo... Trudno orzec jaki to był kierunek.
W pewnym momencie jednak to nam się znudziło i wybierając najszerszą drogę leśną poszliśmy w kierunku północno-zachodnim.
Jakoś wyszliśmy... w Michniowie. Kawałek podążaliśmy lasem równolegle do wsi, przy mauzoleum zaś odbiliśmy w lewo i wyszliśmy na szosę. Chwilę
odpoczęliśmy na ławeczce przy kaplicy po czym udaliśmy się dalej. Niebieskim szlakiem poszliśmy szosą w prawo, by po 300 m skręcić w prawo,
wedle znaku prowadzącego do miejsca pamięci. Minęliśmy szkołę i niebawem wraz z szosą i szlakiem skręciliśmy w lewo. Razem ze znakami szlaku
weszliśmy w las i szliśmy nim aż do znaku nakazującego skręcić w lewo.
Stanęliśmy przy drodze którą mieliśmy skręcać i opuściliśmy szlak. Skierowaliśmy się
w leśną trawiastą "nawodnioną" drogę w prawo-skos, na północny-wschód. Teraz ciągle nią, choć trochę wykręcała i była dość mokra momentami.
Minęło chyba z 30 minut nim dotarliśmy do rzeki. Przekroczyliśmy ją jakoś lewą stroną, gdzie węższa była i uderzyliśmy dalej przed siebie. Po kilku minutach
byliśmy już na szerokiej leśnej drodze, ale zostawiliśmy ją i poszliśmy dalej prosto
jeszcze jakieś 150 m. Tu natrafiliśmy na szlak niebieski. Nim poszliśmy w lewo. Wyprowadził nas on w końcu z lasu, lekko pokręcił zaroślami i wyrzucił na polne
przedmurze wsi Kleszczyny. Nim znów wszedł w las, my odbiliśmy w polną drogę między brzózkami w prawo. Gdy ta się
skończyła, poszliśmy w lewo-skos "na oko" przez pola, nastepnie przez czyjeś gospodarstwo i wyszliśmy na ulicę w Kleszczynach.
Teraz w lewo. Zahaczyliśmy o jeden sklep i nastepnie ciągle szosą idąc kierowaliśmy się ku stacji PKP Suchedniów.
Nie było niestety żadnego sensownego połączenia, toteż poszliśmy na zachód.
Ulicą Dawidowicza wzdłuż zalewu dotarliśmy do centrum Suchedniowa i wyszliśmy w końcu na E7.
Tu złapaliśmy busa do Skarżyska Kamiennej a stamtąd do Radomia.