Łączna - Michniów - Skarżysko-Rejów (16 czerwca 2007)
Trasa P3 53 Ogólnopolskiego Nocnego Rajdu Świętokrzyskiego -
taka jaka była w rzeczywistości. 23 km w pięknej pogodzie z wieloma stacjami po drodze...:)
Start oczywiście w Łącznej, na stacji PKP. Po krótkiej pogadance szefostwa trasy
ruszyć trza było na drugą stronę torów kładką. Tam już polną drogą za znakami zielonymi do szosy i zaraz w lewo,
do Zagnańszcza. Puierwsze skrzyżowanie i zeszliśmy w prawo, szosą. Wieś ciągnęła się dalej z nami. W miejscu gdzie szosa skręcała
odbiliśmy w lewo przy krzyżu w polną drogę. Nią do torów i następnie w prawo, opadającą drogą na chwile odbiegającą
od torów. Kawałek na dole poszliśmy wedle nasypu i wyszliśmy w Podłaziu. Teraz w prawo, przez wieś. Jakieś 500 metrów dalej,
przy drogowkazie do Krzyżki, przy kapliczce zleźliśmy z szosy w lewo, w drogę polną. 250 metrów dalej między drzewka w prawo, w
trawiastą polną drogę.
Szliśmy teraz zboczem mając z prawej zabudowania wsi. Zaczynało się ściemniać.
Dotarliśmy do ściany lasu i wbiliśmy się w nią na wprost. Było jakoś wyjątkowo sucho... Przez las idąc droga lekko aczkolwiek zauważalnie
wykręcała w prawo. W końcu na dużym skrzyżowaniu w miejscu gdzie ściana lasu była trochę wcięta, poszliśmy bardziej w prawo.
Tym sposobem wyszliśmy przy niedokończonej chacie na skraju lasu. Teraz w lewo, wedle skraju. Droga dość szybko zaczęła uciekać od skraju lasu,
wiodła zboczem, wśród pól. Niebawem minęliśmy kolejne zabudowania, a z prawej naszym oczom ukazała się odległa
wieża przekaźnikowa na Świętym Krzyżu. Nasza droga po chwili za skrzyżowaniem zaczęła opadać. Dotarliśmy nią do szosy do Wzdołu Rządowego
i teraz w lewo kilka kroków. Znów las. Drogą wchodził weń szlak czarny. To i my w prawo...
Kawałek szliśmy prosto. Później za znakami szlaku skręciliśmy w lewo i powoli z początku - iście nieznacznie - wspinać
się poczęliśmy na Kamień Michniowski. Minęło trochę nim minęliśmy tablicę informacyjną i znaki niebieskiego szlaku. Dwoma szlakami
na skałki się wgramoliliśmy. Tu spoczęliśmy kilka minut. Następnie szlakiem niebieskim zeszliśmy z Kamienia. Pilnująć szlaku - bo meandrował z deka -
doczłapaliśmy się po kilkunastu minutach do przedpola Michniowa. Weszliśmy na szosę we wsi i przez nią mijając kaplicę i Muzeum przedarliśmy się zostawiając w końcu szlak niebieski.
Doszliśmy szosą do lasu i dalej nie zastanawiając się długo podążyliśmy przed siebie...
Szosą, mijając pomnik leśników po drodze, doszliśmy do stacji PKP Berezów. Znów odpoczynek, tym razem na peronach...
Stąd później na północ - prosto szeroką drogą przy torach z prawej (od strony Berezowa). Droga ta, całkiem sympatyczna, doprowadziła nas do zabudowań wsi
Wierzbka. Teraz w prawo, przez wieś. Dość torów. Przedarliśmy się przez wieś i przy lesie odbiliśmy drogą w lewo. Ciągle prosto idąc
natrafiliśmy w końcu na znaki znajomego szlaku niebieskiego. Nic to, poszliśmy dalej prosto. Szlak uciekał w lewo. Idąc prosto wyszliśmy w końcu z lasu na szeroką
utwardzoną drogę, którą weszliśmy do Kleszczyn. Stanęliśmy przy szosie, przy pomniku. Tu znów odpoczynek...
Dalej szosą niby w lewo i od razu w prawo... W wyłożoną płytami ulicę, obstawioną latarniami.
Nią mijając terenowy zbiornik wody albo studnię głębinową dotarliśmy do lasu. Weszliśmy do niego i od razu na skrzyżowaniu odbiliśmy
w lewo. Kawałek teraz szliśmy lasem, szerokim duktem. Następnie wyszliśmy z lasu przy zabudowaniach wsi.
Drogą dalej podążając prosto wynurzyliśmy się na szosę. Nią podążyliśmy w prawo, przez wieś (Stokowiec).
Mozolna to była droga ale doprowadziła nas do przystanku kolejowego Suchedniów Północny.
Tu pod wiatami kolejny odpoczynek. Następnie zerwaliśmy się w kierunku przejazdu kolejowego i
poszliśmy szosą po lewej stronie torów. Tu złapaliśmy szlak zielony. Za ostatnimi zabudowaniami, gdy szlak do lasu podchodził, czuwając
udało nam się wyszukać ścieżkę biegnącą skrajem lasu w lewo. Tu szlak był kiepsko znakowany, ale musieliśmy tędy iść.
Ścieżką doszliśmy do mostku na Kamiennej. Za nim w prawo, wzdłuż rzeki, wpierw zaroślami następnie lasem. W lesie trochę pomeandrowaliśmy, następnie już w zasadzie przy brzegu zalewu, mijając wędkarzy,
dotarliśmy do ogrodzenia ośrodka "Rejów". Wedle niego doszliśmy do bramy. Koniec.