|
|
Każda rodzina ma swoją małą tajemnicę. Ma też ulubione potrawy serwowane przez babcie, przechodzące na stoły młodszych pokoleń. My też je mamy. Tato mój wspominał czule kuchnię babci Natalii z Pawłowskich - ciotki, która go wychowała. Była to kuchnia punktualna, aromatyczna , smaczna i pożywna. Dużo warzyw. Ziemniaki pachniały koperkiem. A jak podnosił się od niego smak raków! Pomidorowa jak sos i koniecznie z łazankami. Wymagania duże były, ale kucharka Antosia wyróżniała się talentem kulinarnym, podobnie jak babcia Natalia dyspozycjami. Moja mama - jako sierota i żona czasu wojny - musiała już radzić sobie sama z wymaganiami męża, przyzwyczajonego do kuchni ciotki męża. Robiła sama te łazanki, nadziewała kurczaki, przyrządzała galarety, klopsy i pasztety, a smak jej potraw słynął wśród znajomych. Ja stosuję w żywieniu tylko część jej smakołyków. np. nigdy nie ugotowałam zupy zwanej "czerniną", choć ze smakiem ją zajadałam ( taki zaprawiony gęsią krwią rosół, z liściem kapusty i białym ziemniakiem). Ze zjadaniem hodowanych na podwórzu zaprzyjaźnionych królików, miałam doświadczenia więcej przykre niż smakowe, więc w pamięci zostały tak jak Mickiewiczowski "ostatni zajazd na Litwie": - "ostatnie ubicie królika" przez Rafała i " ostatnie zarzynanie gęsi" przez sąsiada. A moje: - ostatnie skubanie i patroszenie: kury, kaczki, gęsi pełnej pał. To było ponad wytrzymałość. Dziś, po zjedzonych tylu bezimiennych, golutkich kurczakach z wanien sklepowych, ze wzruszeniem i podziwem przechowuję obraz mamy, schylonej nad parującą wrzątkiem miednicą, z której brzegu zwisał koguci łeb z czerwonym grzebieniem i wystawały mokre pióra oraz łapy z pazurami. Rosół był pyszny. I ugotowane łapy, owinięte wyczyszczonymi jelitami. Pyszny żołądek, serce, wątróbka. Teraz mogę je kupować na kilogramy, ale już nie smakują, jak wtedy.
Wówczas najbardziej lubiłam polaną źródlaną wodą kromkę chleba, posypaną cukrem. Dobra też była "wodzianka", czyli chleb zalany wrzątkiem, posolony i okraszony skwarkami. Jakoś nie wypróbowałam tych smaków na moich dzieciach. Może jeszcze nic straconego... jeszcze Bartosz jest mały, może zagustuje między smakami serków Danona... Moi synowie również są przyzwyczajeni do jadania w domu i nie myszkują za restauracją. Potrafią też sami co nieco przyrządzić, a ich żony gotują. Potrzebny jest więc czasem przepis. Stąd ta rubryka... No i wnuczka Patrycja, mimo dbałości o sylwetkę zdradzać zaczyna podniebienne zainteresowanie. Przy pierogach i nadziewanym kurczaku dieta pęka... A grzanka... pycha!
|