Grzanka
Strona główna W górę

 

Z okazji świąt Bożego Narodzenia i na Wielkanoc tato - Marian Kwiatkowski - co roku przyrządzał specjalną, gorącą nalewkę na spirytusie, którą nazywał "grzanką". Grzanki nie pije się dużo, raczej degustuje, a smak ma wspaniały! Świetnie rozgrzewa ciało, jeszcze zziębnięte nocną, mroźną "Pasterką", czy chłodem porannej "Rezurekcji". Jest niepowtarzalna  także w nastroju, toteż smakuje się ją i pamięta przez całe życie. Przepis zachował od Dziadka wnuczek Rafał, który jako starszy z moich synów, już był "szkolony" przez Tatę pod koniec jego życia. Gdyby nie ten zapis, umiejętność przygotowania grzanki zaginęłaby w rodzinie, gdyż ja, jako dziewczyna nie byłam przyuczona, mimo że  w niej rozsmakowana. Taki wódczany napitek pewnie stosowany jest i w innych rodzinach. Ponieważ u nas był świąteczną tradycją, skrupulatnie przestrzeganą przez lata, dzielę się jego przepisem. W czasie kryzysu, gdy wszystko było na kartki, Tato zastępował spirytus czystą wódką (wtedy chyba nie dolewał wody). Dziś rzadziej stawiamy do potraw "grzankę" jako "rzecz" cięższą "i pracochłonną , a stosujemy wino wytrawne. Ale smak jej towarzyszy nam.

składniki: - 250 ml. ćwiartka) spirytusu, 3 łyżki stołowe cukru, łyżka świeżego masła, 6 - 7 goździków, dwie spore cząstki twardej czekolady( najlepiej "Gorzka"), 375 ml.(półtorej ćwiartki) wody.

przyrządzenie: do garnuszka wsypać 3 łyżki stołowe cukru i uprażyć na karmel (do brązowego koloru), mieszając. Pod koniec prażenia dodać łyżkę masła, (uważać, by nie przypaliło się). Szybko odstawić z ognia i wlać wodę, mieszając z powrotem na ogniu. Dodać goździki i startą na tarce, albo pokruszoną nożem czekoladę ( z braku może być kakao). Zestawić znów i wlać ostrożnie spirytus, mieszając podgrzać do wrzenia. Pilnować, by zanadto nie wyparowało. Zabezpieczyć przykryciem i odstawić na dzień, by zmacerowało się, wtedy po ponownym podgrzaniu smak ma najlepszy. Ale smakuje równie przygotowywana w ostatniej chwili. Tato przestrzegał tylko, by postała choć ze dwie godziny.